
Po tygodniowej przerwie zawodnicy znowu stanęli przy stołach. Tym razem do rywalizacji przystąpiło dwunastu uczestników, ale tego wieczoru rywalizacja sportowa nie była najważniejsza.
Przed rozpoczęciem zawodów zebrani uczcili pamięć zmarłego kolegi Tomasza Jakubowskiego. Wszyscy wspólnie ze wzruszeniem obejrzeli film z jedenastu lat gry Tomasza w naszym Grand Prix. Na koniec sala rozbrzmiała gromkimi brawami dla naszego serdecznego Kolegi. Przed rozgrywkami kol. Wiesiek spotkał się z Panią Ireną Jakubowską i przekazał Rodzinie film, natomiast Pani Irena obdarowała nas pysznym poczęstunkiem. Jak się okazało, Tomasz jeszcze za życia również pomyślał o kolegach i polecił przekazać nam od siebie okazały upominek na tę smutną okoliczność.
Zdjęcia, które obejrzeliśmy powiedziały więcej niż tysiące słów, ale pozwólcie że napiszę o Tomaszu parę zdań od siebie.
Pana Tomasza spotkałem po raz pierwszy przy pingpongowym stole w 2006 r. Ja zaczynałem dopiero swoją przygodę z tenisem stołowym, wspólnie z Tomkiem Wilke zaczęliśmy trenować w małej salce fitness w nowej miejskiej hali sportowej. Tam właśnie poznaliśmy Pana Tomasza, który grał już regularnie z p. Zbyszkiem Grabińskim. Początkowo mijaliśmy się tylko w szatni, potem zaś trenowaliśmy wspólnie, grając we czwórkę każdy z każdym oraz mecze deblowe. Dostałem wówczas sporo gorzkich lekcji od starszych kolegów, którzy byli już wtedy solidnie ograni. Potem nasz poziom wyrównał się a nasze drogi rozeszły gdyż Pan Tomasz zaczął trenować wraz z kolegami (Z. Grabiński, Z. Jabłoński, P. Jeznach, M. Pytlarczyk, M. Karabiniewicz, W. Dudalski) w swoim garażu. Tomasz dołączył do naszego Grand Prix w V sezonie w roku 2016 namówiony przez Piotra Jeznacha, który uczestniczył w rozgrywkach od samego początku. Po swoim pierwszym pełnym sezonie 2016/17 Tomasz uplasował się na wysokim piątym miejscu, a w sezonie 2018/19 zajął nawet czwarte miejsce. Potem jednak zaczęły się problemy zdrowotne, które mocno wpłynęły na jakość gry Pana Tomasza, który mimo tego starał się przychodzić regularnie niemal do samego końca. Wiem ile znaczyło dla Niego nasze Grand Prix, spotkania w grupie serdecznych kolegów. Obaj z Wieśkiem mamy w pamięci jak wdzięczny i szczęśliwy był Tomasz gdy odwiedziliśmy Go w szpitalu wręczając koszulkę i przekazując pozdrowienia i słowa wsparcia od nas wszystkich.
Po raz ostatni stał z nami przy stole 19 września 2025 roku. Wszyscy będziemy pamiętać Jego słynne powiedzonka: „Gdyby Bozia dała asa”, „Nie klniemy Wiesiu…” oraz charakterystyczne „No, no, no”.Ja zapamiętam Pana Tomasza jako zawsze uśmiechniętego, sympatycznego i bardzo pomocnego starszego kolegę. Na podziw zasługuje również Jego determinacja i chęć do gry mimo dokuczającego bólu i postępującej choroby. Najbardziej zapadła mi jednak w pamięć jedna z naszych nocnych rozmów podczas któregoś z pingpongowych maratonów. Przegadaliśmy wówczas w szatni dobre dwie godziny. Była to jedna z tych szczerych męskich rozmów o życiu i… śmierci. Od tego czasu Pan Tomasz stał mi się bardzo, bardzo bliski… Jestem wdzięczny losowi, że mogłem Go poznać.
No i tylko On mówił do mnie „Michaś”.
Do zobaczenia Panie Tomaszu.
Jeśli zaś chodzi o rywalizację sportową- wygrał kol. Maciek z kompletem zwycięstw. Na drugim miejscu uplasował się znakomicie dysponowany tego wieczoru Wiesław. Trzecie miejsce zajął Michał, który jednym zdobytym setem więcej wyprzedził Dominika, choć w bezpośrednim meczu to Dominik okazał się lepszy i wygrał 2-1.
Zacięta rywalizacja toczyła się o miejsce piąte pomiędzy Benkiem i Pawłem. Ostatecznie to Bernard okazał się lepszy o jedno zwycięstwo. Decydujący był tu bezpośredni pojedynek między zainteresowanymi, który Benek wygrał z Pawłem 2-1.
Najlepszy z przedstawicieli Zamkowej był tego wieczoru Czarek. Miejsce ósme zajął Andrzej, który minimalnie wyprzedził Olafa, choć w bezpośrednim meczu to Olaf wygrał 2-0.
W pojedynku rodzinnym tym razem lepszy okazał się Pan Stefan, który po zaciętym meczu pokonał Olafa 2-1.
Natomiast dzięki zwycięstwu nad Mirkiem 2-0 to Kamil uplasował się na przedostatnim jedenastym miejscu.
Wyniki:
